Logotyp poziom czarny

Czas na zmiany!

julka tło

Przysięgłam sobie, że nie pozwolę na powtórzenie podobnych historii…

Moje życie harcerskie, ograniczające się głównie do środowiska hufca, jest miejscem pełnym osób szczerych, ciepłych i koleżeńskich. Nie słyszałam u nas o osobach nieheteronormatywnych do czasu zostania instruktorką, choć wcześniej, gdy tematy związane z orientacją seksualną tu i ówdzie poruszano, nieheteronormatywność była przez nas pozytywnie odbierana, mimo znikomej wiedzy na ten temat. Po przejęciu przeze mnie drużyny, nieco później instruktorka z bliskiego otoczenia zrobiła coming out jako lesbijka, co zostało przyjęte u nas neutralnie.

W kuluarach doszły do mnie historie opowiadane przez bliskie instruktorki, traktujące o wykluczaniu osób nieheteronormatywnych z organizacji. Powód, jaki słyszałam najczęściej, dotyczył „nieumiejętności obchodzenia się z takimi osobami". Nakłaniano je wtedy do odejścia. W tym czasie również odkryłam w sobie identyfikację jako osoba aseksualna biromantyczna, co nie uważałam za żaden problem, ale nie czułam też potrzeby, by się tą informacją w środowisku podzielić. Gdyby temat nie był uznawany za delikatny i nośny, nie miałabym oporów, by uzewnętrznić się z odkrycia tak ważnej części siebie, dzięki której poczułam, że w końcu się lepiej rozumiem. Wolałam nie generować na sobie uwagi, nie byłam gotowa na otwartą rozmowę, było to dla mnie stresującą perspektywą. Jednocześnie jednak powiedziałam sobie, że przy dobrym kontekście rozmowy, nie zawaham się, pozorując lekkość wypowiedzi, wtrącić swoją orientację między wypowiadanymi słowami.

W 2024 roku uczestniczyłam w zajęciach dla pomorskich instruktorów i instruktorek ZHR, dotyczących włączenia do pomocy przy owej organizacji osób, które nie mogą z różnych przyczyn stać się członkami czy pełnić funkcji instruktorskich. Podczas omawiania tych powodów i wspólnego ich wymieniania, prowadząca wyszła z zajęć, nie mogąc dalej ich prowadzić. Zostały przejęte przez inną osobę, lecz pod ich koniec prowadząca wróciła, dzieląc się przyczyną nagłej absencji – jako osoba nieheteronormatywna i była drużynowa, podzieliła się swoją historią, pełną bólu, osamotnienia, poczucia odrzucenia. Wybuchła we mnie mieszanka niedowierzania połączona ze współodczuwanym bólem i kotłującymi się w głowie pytaniami: jak to możliwe, że jako organizacja przyzwalamy na cierpienie i dlaczego funkcjonuje ono jako część systemu? Dlaczego w naszym środowisku otwarcie się o tym nie rozmawia? Jak doszło do tego, że musieliśmy znaleźć się w sytuacji, która niosła za sobą wielki stres i rozdrapanie ran, żeby zacząć w ogóle myśleć o tym, że należy coś fundamentalnie zmienić?

Wtedy też zrobiłam swój pierwszy, harcerski coming out, by pokazać, że nie jest sama i że być może w przyszłości to ja znajdę się na jej miejscu. Rozmowa zeszła na temat podejścia ZHR do nieheteronormatywności – starsze instruktorki wypowiadały się w sposób zachowawczy i pełen ogólników, co prowadząca zestawiła ze swoimi trudnymi doświadczeniami, podważając ich narracje. Atmosfera zrobiła się ciężka, temat wywołał dużo emocji. Trudno było nazwać to dialogiem. Starsze instruktorki operowały gotowymi formułkami nieodnoszącymi się bezpośrednio do wypowiedzi prowadzącej. Prowadząca załamała nad tym ręce, spotkanie dobiegło końca.

Ta sytuacja bardzo mną wstrząsnęła. Poczułam, jaka wielka niesprawiedliwość dotknęła tę osobę i nie godziłam się na takie traktowanie kogokolwiek przez organizację, z którą się identyfikuję i z której wyrastam jako człowiek. Było to sprzeczne z tym, w jaki sposób zostałam przez nią wychowana i ukształtowana. 

Po całej tej sytuacji przysięgłam sobie, że nie pozwolę na powtórzenie podobnych historii. Dlatego tu jestem: gdy instruktorkę z mojej chorągwi zaczęto pozbawiać funkcji z powodu wejścia w związek z kobietą, zaangażowałam się w ruch oporu, by o temacie mówić i zmienić rzeczywistość, w której żyjemy.

Klaudia Hołosiewicz