Logotyp poziom czarny

Ludzie boją się tego, czego nie znają

tło

Szczerze chciałam wierzyć, że odpowiedzią na niechęć, wrogość czy obojętność na krzywdę jest rozmowa, przekonywanie kolejnych osób krok po kroku. Nie liczyłam na cuda, wiedziałam że to bardzo idealistyczne podejście...

Szczerze chciałam wierzyć, że odpowiedzią na niechęć, wrogość czy obojętność na krzywdę jest rozmowa, przekonywanie kolejnych osób krok po kroku. Nie liczyłam na cuda, wiedziałam że to bardzo idealistyczne podejście i długotrwały proces. Miałam jednak nadzieję, wizję, która podtrzymywała mnie w naszym środowisku przez 5 lat, tj. od momentu zostania instruktorką i uświadomienia sobie swojej orientacji niedługo po tym. Gdzie mogłoby się to udać, jeśli nie w ZHR? Wśród osób z którymi spędzam tak dużo czasu, z którymi dorastałam i z którymi wspierałyśmy się, stawiałyśmy przed sobą wyzwania, a później je pokonywałyśmy, z którymi łączyła mnie przyjaźń, zaufanie lub wzajemna życzliwość. Myślałam, że o ile zrobię to umiejętnie i z wyczuciem, jeśli udowodnię swoją wartość, przedstawię argumenty, wytknę niespójności, stanę się dla kogoś bliska, to będę w stanie zmienić czyjeś zdanie, przekonać, że warto działać na rzecz zmian, stanąć w obronie osób nieheteronormatywnych, odrzucić uprzedzenia. Kosztowało mnie to ogrom energii, czasu, nerwów i …. nie udało mi się. Nawet w stosunku do tych, których uznawałam za najbliższych, co jest jednym z najboleśniejszych doświadczeń w moim życiu. Na dłuższy czas przestałam wierzyć w sens działania na rzecz jakichkolwiek zmian społecznych. Skoro nie udało mi się przekonać przyjaciół, to jak przekonam obcych lub tych, którzy są mi otwarcie wrodzy? Poczucie beznadziei stało się tak przemożne, że zaczęłam chodzić na terapię. Przez ostatni rok stopniowo zaczęłam wracać do siebie oraz do myśli zawartych w jednej z moich ulubionych książek.

"Doskonałość to kij, którym okłada się to, co możliwe."
~ Nadzieja w mroku, Rebecca Solnit

Nie damy rady przekonać wszystkich do pełni swojego człowieczeństwa. Nie damy rady przekonać wszystkich bliskich do tego, że warto walczyć nie tylko za sprawy, które dotyczą ich bezpośrednio. Nie damy rady pokazać wszystkim, że nasza miłość jest tym co w świecie dobre, piękne i warte zachodu, że jest to antyteza egoizmu i „podążania za modą”. Nie wszystkim uświadomimy, że nie da się z kimś przyjaźnić, współczuć komuś, a jednocześnie dokładać rękę do cierpienia tej osoby zasłaniając się zasadami i swoim konformizmem.

Nie mam zamiaru dłużej biczować się tymi myślami. Moja nadzieja wypływa teraz z innego źródła - z niepewności. Nie wiem i nigdy nie dowiem się do ilu osób udało mi się trafić, ile poczuło się pewniej ze sobą, ile zaczęło patrzeć na świat z innej perspektywy. Możliwe, że nawet same te osoby nie są świadome wpływu jaki na nie wywarłam. Tak, nie udało mi się przekonać najbliższej przyjaciółki, że moje uczucia i działania nie są nieuporządkowane i grzeszne. Robiłam jednak to, czego sumienie domagało się głośno i wyraźnie - stawałam w obronie godności swojej i innych osób, a teraz robię to ponownie. W moich działaniach utwierdza mnie również świadomość, że nie sprawdziły się też inne strategie - ukrywanie się, mówienie o sobie otwarcie, ujawnianie się jedynie przed najbliższymi osobami, próby poruszania tematu na forum udając, że sprawa nie dotyczy nas bezpośrednio. To pozwoliło mi przejrzeć na oczy. W grze obliczonej na naszą przegraną nie ma dobrej strategii. Do wyboru mamy jednak dwie ścieżki. Na pierwszej z nich tracimy przyjaciół i kontakt z wychowankami, poczucie misji, przynależności i społecznej aprobaty, ogromną część swojej tożsamości i źródła dumy, przestrzeń rozwoju swoich talentów. Na drugiej ścieżce, tej, którą mało subtelnie doradza nam organizacja, tracimy poczucie godności i bezpieczeństwa, szacunek do siebie i poczucie własnej wartości, zdrowie, możliwość czerpania radości z bycia zakochanym a niekiedy nawet osobę, którą kochamy. Bez względu na ścieżkę którą wybierzemy, za każdym razem tracimy wspomnienia z dzieciństwa. Pleśnieją niczym kartki na dnie skrzyni stojącej w zakamarku piwnicy.

Nie kieruję więc już moich wysiłków do osób, których zatwardziałość nie pozwala zobaczyć wartości i dobra płynącego z jednej z najbardziej podstawowych części mojego człowieczeństwa. Kieruję je w przestrzeń, mając nadzieję że natrafią na tych, którzy chcą słuchać lub potrzebują usłyszeć co mówię. Nie damy rady zmienić zdania wszystkich. Możliwe, że nie damy rady zmienić nawet zdania większości. Możemy tylko mieć nadzieję, że przyczynimy się do zmiany poglądów czy postaw takiej liczby osób, by przełożyło się to na realną zmianę.

Może przyboczna zapewni o swojej przyjaźni koleżankę, która powiedziała jej, że zakochała się w dziewczynie z klasy i boi się reakcji swoich rodziców? Może przyboczny nie określi czegoś „pedalskim” albo „gejowym” w ramach żartów? Może drużynowa powie swojej przybocznej „wiem, wspieram Cię - będziesz świetną drużynową”?

Może instruktorka odezwie się podczas kursu phm., na którym kadra udając, że prowadzi dyskusję, tak naprawdę stara się przekazać swoją interpretację jako niepodważalną prawdę i blokuje pojawiające się głosy sprzeciwu argumentem, że „takie są zasady”? Może instruktor wręczy odchodzącej instruktorce liścik z marzeniem „żeby dla każdego było miejsce przy ogniu” podczas ogniska na zakończenie organizowanego przez nich wspólnie zlotu?

Może hufcowa zadzwoni do byłej instruktorki ze swojego hufca i przeprosi, że wyoutowała ją przed przełożonymi czy koleżankami?

Może referent zrozumie, że nie da się zapewniać kolegi, który od podstaw tworzył środowisko w małej miejscowości o swojej tolerancji i jednocześnie zmuszać go do odejścia podkreślając, że nie jest to dyskryminacja, a działanie według zasad? Może ksiądz kapelan nie wywróci oczami podczas kuźnicy na którą został zaproszony i przypomni sobie o prymacie sumienia oraz o tym w ilu sprawach kościół katolicki zmieniał już swoje nauczanie?

Może członkini komisji powstrzyma się od komentarza „nie chcę, żeby takie osoby wychowywały moje dzieci” lub „to jest zboczenie, to są ludzie uzależnieni od seksu”? Może członek Zarządu Okręgu zastanowi się dwa razy zanim zaproponuje współpracę z wydarzeniem na którym padają jawnie nienawistne hasła wplecione między narrację o ochronie rodziny?

Może powszechnie lubiana komendantka chorągwi zaproponuje na Zjeździe zmianę do Statutu lub innego dokumentu organizacji, motywując tym samym resztę wpływowych instruktorek?

Nie mam pewności czy którakolwiek z tych rzeczy się wydarzy. Mogę mieć tylko nadzieję, że krok po kroku będziemy przybliżać się do zmiany, która sprawi, że bycie osobą nieheteronormatywną w ZHR nie będzie wiązało się jednoznacznie z wszechogarniającym poczuciem straty.

autor_ka anonimowy_a