Logotyp poziom czarny

Moja Kategoria

julka tło

Moje coming outy i odkrywanie seksualności zawsze były ściśle związane z kwestionowaniem mojej płci. Wiem, że to temat bardziej niszowy, albo abstrakcyjny. Trudniej jest sobie wyobrazić, że twoje ciało nie jest twoim domem, niż podmienić obiekt pożądania...

Moje coming outy i odkrywanie seksualności zawsze były ściśle związane z kwestionowaniem mojej płci. Wiem, że to temat bardziej niszowy, albo abstrakcyjny. Trudniej jest sobie wyobrazić, że twoje ciało nie jest twoim domem, niż podmienić obiekt pożądania. Może to kwestia tego, że dyskomfort odnośnie nieznanego, obcego, wychodzi poza twoje ciało, a pole bitwy o zrozumienie i empatię znajduje się na zewnątrz. Jest jednak bariera między tobą, a twoim obiektem uczuć, taka, której nie da się zniweczyć choćbyś bardzo chciał. Nigdy nie będziecie całkowicie jednym, zawsze jest jakieś "ty". A w tożsamości płciowej tylko i wyłącznie o twoje "ty" chodzi. Jednak to uczucie nie jest tak odległe i abstrakcyjne jak może się na pierwszy rzut oka wydawać. W dobie dysforii wywołanej wszechobecnym dostępem do obrazów swojego oraz cudzych ciał jak i wyśrubowanych standardów piękna, poczucie wyobcowania, wręcz wstrętu do swojego ciała, jest uczuciem doświadczanym przez znacznie większe grono osób niż tylko to, w którym nie identyfikują się one z płcią przypisaną im przy urodzeniu (czyli osoby trans, w najszerszym tego słowa znaczeniu).

Mam wrażenie, że ten temat jest na dalszym etapie akceptacji, a w miejscu, gdzie miłość do tej samej, obu lub więcej płci jest traktowana jak anomalia - rozmowa o niebinarności nie może nawet marzyć o rozwinięciu skrzydeł. Siedzi cicho pod miotłą. Ja też siedziałam, kryłam w sobie te uczucia. (W gwoli ścisłości identyfikuję się jako osoba niebinarna, czyli nie uważam siebie ani za kobietę, ani za mężczyznę, jednak ze względu na charakterystykę języka polskiego będę używała żeńskich zaimków.)

Sama jestem głęboko w szafie, czyli nie chcę w pełni odczuwać tego w jaki sposób się identyfikuję. Nie akceptuje tego i w pewnym sensie również siebie. Jeśli mam być szczera, to ostatnio też nie akceptuję mojej seksualności. Nie chcę uwierzyć, że żyje w świecie, w którym większość społeczeństwa chce mi coś niesłusznie odebrać. Odebrać prawo do ceremonii, w której oświadczam całemu światu, mojemu państwu, wszystkim znajomym, przyjaciołom i rodzinie, że znalazłam osobę, z którą chcę być związana, że ufam jej i chcę, żeby przebiegała ci przez myśl, kiedy myślisz o mnie i ja chcę przebiegać - kiedy myślisz o niej. Nie chcę myśleć, że mój wstyd, kiedy kolejny raz w pracy czy na wyjeździe harcerskim, mówię "moja przyjaciółka" zamiast "moja dziewczyna" albo niepewność i lęk, czy może tym razem mogę powiedzieć inaczej. Nie jest moją winą, że jest to reakcja na system, a nie mój wewnętrzny defekt braku odwagi. Podziwiam osoby, które tak się nie czują albo przezwyciężają to uczucie. Właśnie, odkąd mam dziewczynę, zaczęłam bardziej obawiać się opinii ludzi, bo teraz krytyczne słowo, czy zbyt długie spojrzenie godzą w jedną z najgłębszych relacji w moim życiu.

Tak samo mam w harcerstwie. Nie potrafię przyznać, że to w organizacji jest coś nie tak, wolę po cichu odejść, wolę, żeby wszyscy po cichu odchodzili… Tylko, żeby nie usłyszeć odmowy, niemiłych słów wprost.

Pamiętam, że na moim ostatnim wyjeździe jako przyboczna dużo rzeczy mnie męczyło. Sztywny podział na szare i zielone, na spódnice i spodnie kół mnie w serce. Irytowały mnie małe rytuały, że chłopcy życzyli dziewczynom smacznego, a one odpowiadały. Nie chciałam odpowiadać, bałam się rozmawiać z chłopcami, bałam się cudzych myśli, które mogłyby komuś przemknąć przez głowę i zdradzić, że jestem inna, że nie pasuję. Marzyłam o szarych bojówkach. Wypracowałam sposób, że woziłam na wszystkie wyjazdy zielone spodnie, które wyglądały jak mundurowe i chodziłam w nich w wolnym czasie - to pomagało, czułam się wtedy lepiej. Dziewczyny komentowały, że też by chciały takie mieć, że fajnie byłoby mieć bojówki, ale dla mnie nie chodziło o zwykłą wygodę. Wkładałam ten kostium i czułam się bardziej swobodnie, bardziej sobą. Może to wszystko jest zanurzone w seksizmie, ale nie chciałam być szarą spódnicą czekającą na harcerza. To ja chciałam podobać się dziewczynom. Chciałam, żeby to o mnie szeptały, bały się jak przechodzę, czy o nich myślę, kiedy jem obiad z menażki. Marzenia ściętej głowy.

Przykro mi było, kiedy przed radami w pokojach rozmawiałyśmy, a raczej dziewczyny rozmawiały o chłopakach. Całą sobą chciałam powiedzieć, że podoba mi się nasza drużynowa. Co prawda było to problematyczne, bo może się dowiedzieć (pewnie wiedziała), one się dowiedzą (pewnie wiedziały albo byłoby im to obojętne), a jesteśmy razem w pokoju (a chłopacy, są kilka pokoi obok, jemy z nimi i spędzamy prawie cały czas). Było to izolujące i paradoksalne, bo pewnie każdej sam na sam mogłabym powiedzieć, ale w większym gronie nie chciałam poruszać tego tematu. Cały wyjazd zapadałam się tylko coraz głębiej w siebie.

Różne miałam coming outy w harcerstwie. Na jednym się popłakałam, koleżanka była bardzo miła (albo przynajmniej tak chcę to pamiętać). Spytała się czy chciałabym się w osobnym miejscu przebierać i nie wytrzymałam. Łzy zaczęły napływać mi do oczu. Uderzyło mnie poczucie, że jestem inna, że nie będzie o mnie teraz myśleć tak samo, że jestem zwierzęciem, niepotrafiącym opanować się w damskiej szatni. Nie jest to łatwe. Jak wywarzyć granice? Na ile się zgadzasz przebierając się we wspólnej szatni, biegnąc, kąpiąc się na plaży, chodząc po ulicy. Czy ludzie mogą cię oglądać, widzieć cię? Czy możesz podobać się ludziom, którzy ci się nie podobają? Czy może im przejść przez myśl, że jesteś piękna, gruba, chuda, brzydka, seksowna? Na co dzień o tym nie myślimy, bo doprowadziłoby to nas do szału (przynajmniej mam taką nadzieję, że o tym nie myślisz). Zastanawiamy się tylko jakie wrażenie wywołujemy na osobie, która już nam się spodobała, ale w tej sytuacji zrobiliśmy dokładnie to samo - oceniliśmy kogoś, być może wbrew woli tej osoby. Kiedy jest to chłopak z autobusu, to mam do tego pełne prawo. Jeśli chodzi o dziewczynę - wchodzą zastrzeżenia natury moralnej. W gwoli jasności mówię tutaj o przestrzeni myśli, a nie czynów, jak nachalne patrzenie, komentowanie, zaczepianie - są przestrzenie w których mamy pełne prawo do świętego spokoju, albo przynajmniej szybkie ukrócenie niechcianych zalotów.

Z drugiej strony moje pierwsze rozmowy odnośnie mojej tożsamości odbyłam w szarej strefie prywatno-harcerskiej. Na jakiś urodzinach organizowanych stricte dla członków ZZ-tu zapytałam, czy ktoś chce porozmawiać na temat seksualności i tożsamości. Spotkałam się z niepewnym milczeniem i odpowiedzią "może później". Pod koniec imprezy wychodziłam na autobus, żeby wrócić do domu i dołączyła do mnie koleżanka. To właśnie w tym autobusie, powiedziałam komuś pierwszy raz, że jestem niebinarna (jestem świadoma paradoksu gramatycznego tej wypowiedzi). Potem coraz więcej osób z tamtego środowiska okazywało się być nieheteroseksualnymi. To w harcerstwie, a bardziej w drużynie miałam ksywkę Marian i większość osób wiedziało, że lubię dziewczyny. Pomimo sztywnego podziału na płcie w drużynach, w mojej rodzimej czułam się najlepiej i najpewniej, jeśli chodzi o moją niebinarność. Kiedyś wolałam, żeby zwracano się do mnie żeńskimi zaimkami pomimo mojej ksywy, ale z czasem przestało mi to przeszkadzać i zaczęłam preferować męskie.

Teraz już prawie nikt tak do mnie nie mówi. Nie rozprzestrzeniałam tej ksywki dalej. Przedstawiam się jako Marysia, chociaż mierzi mnie to imię. Nawet wśród znajomych z tamtego okresu, też już prawie nikt jej nie używa. Pewnie częściowo dlatego, że inne dziewczyny pogubiły albo zostawiły swoje ksywki wraz z wczesnym okresem nastoletnim, ale ja - nie. Nadaj jestem Marianem, chociaż wiem, że te imię jest strasznie wieśniackie i kojarzy się z leśnym dziadem. I od kolonii zuchowych, w których chciałyśmy przekonywać chłopaków, że też jestem zuchem, a nie zuchenką i wysyłali mnie na pobór wojskowy w grze gospodarczej - sama staram się przekonywać, że to jest okej, że nie jestem w pełni, ani jednym, ani drugim, że jestem swoją małą kategorią.

autor_ka anonimowy_a