"Takie" osoby nie mogą być przykładem dla innych
.jpg&w=3840&q=75)
Dołączając do harcerstwa nie byłam świadoma mojej orientacji seksualnej. Miałam 12 lat - mało kto jest jej wtedy świadomy. Zaczęło to do mnie docierać dopiero w wieku 15/16 lat...
Dołączając do harcerstwa nie byłam świadoma mojej orientacji seksualnej. Miałam 12 lat - mało kto jest jej wtedy świadomy. Zaczęło to do mnie docierać dopiero w wieku 15/16 lat, gdy zaczęłam liceum. Zwracałam bardziej uwagę na inne dziewczyny, poznałam też osoby już wyoutowane, które prawdopodobnie pomogły mi dojść do tego, że nie jestem heteroseksualna. Początkowo nie kolidowało to z moją pracą harcerską - nie wpływało na pracę w drużynie, osoby mi bliskie i zaufane o tym wiedziały, cała reszta nie, myślę też, że moja prezencja osobista nie była w żaden sposób „kontrowersyjna" czy sugestywna dla ZHR.
Pierwsza ściana, z którą przyszło mi się zderzyć, pojawiła się, gdy zbliżał się termin mojej Komisji Instruktorskiej. Byłam wtedy w związku z dziewczyną i bliskie mi osoby wiedzą, jak wielkie miałam wtedy rozterki. Z jednej strony - niezgodność z ZHR, strach że ktoś dowie się o naszym związku, że doświadczę ostracyzmu i wykluczenia. Z drugiej - brak perspektywy na inną następczynię na funkcji drużynowej, rozwiązanie drużyny i ciążące poczucie, że się kogoś zawiodło. Dla dobra drużyny postanowiłam zostać.
Przez 3 lata prowadzenia jednostki rozwinęłam się bardzo w aspekcie pracy harcerskiej, ale też świadomości własnej orientacji. Żyłam w tzw. „półśrodku" - umawiałam się z kim chciałam, ubierałam się jak chciałam i mówiłam co chciałam, a jednocześnie nie wychylałam się w żaden sposób na tyle, żeby zwrócić na siebie oczy moich przełożonych. Za dodatkową „zasłonę dymną" posłużyło mi wejście związek z mężczyzną. Z czasem jednak doszłam do tego, że jestem lesbijką, a mój rozwój harcerski przenosił mnie coraz bliżej władz Chorągwi i Okręgu. Praca w hufcu i chorągwi, organizowanie kursów metodycznych, realizowanie stopnia HR i phm., organizacja obozów i zimowisk - coraz częściej miałam poczucie, że muszę się pilnować, nachodził mnie strach, że wyda się jakiej jestem orientacji, a im większa stawała się odpowiedzialność za innych, tym większa była presja, żeby uważać.
Z czasem bardziej bojowe podejście determinowane walką z systemem zmieniło się w odchodzenie w cień i ukrywanie się przez poczucie odpowiedzialności. Jeżeli teraz się wyda, że mam dziewczynę, wyrzucą mnie, a kto wtedy przejmie hufiec? Kto pociągnie kurs? Kto przejmie funkcję komendantki zimowiska? Kto zajmie się harcówką? Co stanie się z moją drużyną, zanim następczyni będzie gotowa się nią zająć? Do tego dochodziły coraz częstsze komentarze wrogo nastawione do osób nieheteronormatywnych zasłyszane w Okręgu, coraz częstsze „wykłady" kadr kursów, że „TAKIE osoby nie mogą podejmować się odpowiedzialnych zadań", „TAKIE osoby nie mogą być przykładem dla innych", „TAKIE osoby nie powinny mieć kontaktu z dziećmi". Chęć walki z systemem ustępowała zrezygnowaniu i poczuciu walki z wiatrakami.
Decyzję o odejściu z ZHR podjęłam podczas ostatniego dnia kursu phm., na kilka dni przed Komisją Instruktorską. Jadąc na ten biwak byłam pewna, że tydzień później zamknę stopień. Dzięki całemu weekendowi słuchania jak złe, nieodpowiedzialne, grzeszne, skrzywione, zdemoralizowane czy odpychające są osoby „takie" jak ja, postanowiłam zamknąć ten rozdział i oszczędzić sobie dalszych przykrości. Szybko oszacowałam sytuację. Była to dla mnie dość komfortowa chwila na odejście - zbliżała się data przekazania drużyny, przede mną były 3 większe poza harcerskie projekty, hufiec nie potrzebował mnie już tak jak kiedyś, a samo harcerstwo od dawna przynosiło mi więcej przykrości, zmęczenia i nerwów niż radości, z czym nigdy się nie kryłam. Przekazałam moją decyzję kadrze kursu podczas rozmowy końcowej zaznaczając, że mam zamiar dopiąć wszystkie moje zobowiązania i dopiero wtedy odejść. Nie zdobyłam się jednak na odwagę podać im wszystkich powodów wystąpienia z ZHR. Teraz żałuję.
Dalsza sytuacja w Okręgu związana z sytuacją osób LGBT tylko utwierdziła mnie w tym, że podjęłam dobrą decyzję. W mailu do chorągwi z wnioskiem o skreślenie z listy instruktorek przekazałam komendzie moje przemyślenia. Klikając „wyślij" poczułam się w końcu wolna.
Marta